3 sierpnia 2014

Norwegia - powrót i podziękowania


Wracaliśmy tym razem wschodnim "brzegiem" Norwegii, już nie tak przyjaznym pod względem klimatu i roślinności.



Ostatni nocleg, już w Szwecji, i od razu widać, że Norwegię zostawiliśmy za sobą :D




Tym razem zaplanowaliśmy wydostać się ze Skandynawii drogą prawie lądową (jeśli można tak nazwać mosty zawieszone między wyspami :P).





Na tym poście kończę relację z wyprawy do Norwegii. Jedno jest pewne - kiedyś tam wrócimy, słyszałam już nawet jakieś plany co do Lofotów ;)



Serdeczne podziękowania dla wszystkich uczestników wyprawy, za miłe towarzystwo, wsparcie i piękne zdjęcia :) Do następnej wyprawy!



31 lipca 2014

Norwegia - Trondheim

Na deser zostawiliśmy sobie zwiedzanie Trondheim, miasto znane m. in. ze skoków narciarskich przepięknej katedry (Nidarosdomen).

Na początku mieliśmy jednak trochę problemów z zaparkowaniem - okazało się, że do ścisłego centrum miasta mogą wjechać tylko pojazdy z napędem typu Eko - a pod tę kategorię niestety nie podpadaliśmy. 

Trafiliśmy od razu w środek festynu i mogliśmy dzięki temu zobaczyć i posmakować trochę więcej kultury norweskiej (głównie od kulinarnej strony).

Przez tłumy ludzi udało nam się przedostać do katedry Nidaros (Nidarosdomen), największej tego typu budowli w całej Skandynawii. Świątynia wybudowana nad grobem króla Olafa II została w 1152 r. przemianowana na katedrę, a samo Trondheim stało się siedzibą arcybiskupstwa norweskiego.







Na fasadzie katedry można podziwiać rzeźby 57 apostołów i świętych. Kto odgadnie ich wszystkich? :P



Oprócz katedry Trondheim posiada mnóstwo innych ciekawych zabytków. Nie mieliśmy niestety możliwości zobaczyć ich wszystkich, ale przynajmniej niektóre, np. Bakklandet, czyli szereg drewnianych domów i magazynów kupieckich nad rzeką Nidelva.






Nie mogliśmy oczywiście opuścić chyba najsłynniejszej atrakcji Trondheim - centrum skoczni narciarskich Granåsen.


A tu jeszcze parę "smaczków", na jakie trafiliśmy w Trondheim:





Mają tam też oswojone wróble :D





29 lipca 2014

Norwegia - Kristiansund, Droga Atlantycka, Trollkirke, Molde

Droga Atlantycka - wyprawa, na którą czekałam chyba najbardziej z całej podróży i oczywiście musiało lać i rzucać żabami... No, ale od początku.

Wyruszyliśmy z wyspy Nesøya, która stała się naszą bazą wypadową na drugi tydzień wyprawy. Stamtąd udaliśmy się do Kristiansund, gdzie ma swój początek (lub koniec, zależy z której strony patrzeć) Droga Atlantycka.




Ponieważ czas nas gonił, nie poświęciliśmy jednak temu miasteczku zbyt długiej chwili. Wjechaliśmy na Drogę Atlantycką. Pogoda, jak widać, nie urzekała, ale ludzi i tak było mnóstwo.




Ok, no to teraz o co chodzi z tą Drogą Atlantycką? Otóż jest to droga o długości 9 km, rozciągająca się między miastami Kristiansund i Molde. Jej główną atrakcją jest to, że została zbudowana prawie w całości na mniejszych lub większych wysepkach w tym rejonie, więc piękne widoki gwarantowane. 







Dodatkowo Norwegowie zbudowali na tej trasie 4 punkty widokowe, m. in. jeden przy fantazyjnym moście Storseisundet - najwyższym moście na drodze.





Jeśli ktoś kiedyś patrzył na zdjęcia Drogi Atlantyckiej w internecie, pewnie dobrze kojarzy zdjęcie tego mostu. Przy odpowiednim ujęciu wygląda, jakby urywał się w połowie :)



Po drodze do Molde wstąpiliśmy jeszcze do trollowego kościoła (Trollkirke - Troll Church), czyli jaskini z przepięknym wewnętrznym wodospadem. Trzeba przyznać, że droga do jaskini nie należy do najprostszych, a przy deszczu dała nam nieźle w kość :P 






Do samej jaskini można wejść z dwóch stron - dla zmęczonych jest wejście na dole... 




...a dla tych bardziej wytrwałych - od góry. 



 A takie są skutki robienia zdjęć przy dużej wilgotności :D






Przed wejściem w drewnianej skrzyneczce leżała księga gości, do której się oczywiście wpisaliśmy :)




Zmęczeni, ale szczęśliwi i dumni pojechaliśmy dalej - do Molde. Jak na miasteczko turystyczne, było trochę wyludnione, ale cóż, pewnie pogoda i pora (byliśmy tam już pod wieczór) zrobiły swoje...








Tak oto zakończyliśmy kolejny intensywny dzień naszej wyprawy i ruszyliśmy z powrotem do domku na Nesøyi.