29 lipca 2014

Norwegia - Kristiansund, Droga Atlantycka, Trollkirke, Molde

Droga Atlantycka - wyprawa, na którą czekałam chyba najbardziej z całej podróży i oczywiście musiało lać i rzucać żabami... No, ale od początku.

Wyruszyliśmy z wyspy Nesøya, która stała się naszą bazą wypadową na drugi tydzień wyprawy. Stamtąd udaliśmy się do Kristiansund, gdzie ma swój początek (lub koniec, zależy z której strony patrzeć) Droga Atlantycka.




Ponieważ czas nas gonił, nie poświęciliśmy jednak temu miasteczku zbyt długiej chwili. Wjechaliśmy na Drogę Atlantycką. Pogoda, jak widać, nie urzekała, ale ludzi i tak było mnóstwo.




Ok, no to teraz o co chodzi z tą Drogą Atlantycką? Otóż jest to droga o długości 9 km, rozciągająca się między miastami Kristiansund i Molde. Jej główną atrakcją jest to, że została zbudowana prawie w całości na mniejszych lub większych wysepkach w tym rejonie, więc piękne widoki gwarantowane. 







Dodatkowo Norwegowie zbudowali na tej trasie 4 punkty widokowe, m. in. jeden przy fantazyjnym moście Storseisundet - najwyższym moście na drodze.





Jeśli ktoś kiedyś patrzył na zdjęcia Drogi Atlantyckiej w internecie, pewnie dobrze kojarzy zdjęcie tego mostu. Przy odpowiednim ujęciu wygląda, jakby urywał się w połowie :)



Po drodze do Molde wstąpiliśmy jeszcze do trollowego kościoła (Trollkirke - Troll Church), czyli jaskini z przepięknym wewnętrznym wodospadem. Trzeba przyznać, że droga do jaskini nie należy do najprostszych, a przy deszczu dała nam nieźle w kość :P 






Do samej jaskini można wejść z dwóch stron - dla zmęczonych jest wejście na dole... 




...a dla tych bardziej wytrwałych - od góry. 



 A takie są skutki robienia zdjęć przy dużej wilgotności :D






Przed wejściem w drewnianej skrzyneczce leżała księga gości, do której się oczywiście wpisaliśmy :)




Zmęczeni, ale szczęśliwi i dumni pojechaliśmy dalej - do Molde. Jak na miasteczko turystyczne, było trochę wyludnione, ale cóż, pewnie pogoda i pora (byliśmy tam już pod wieczór) zrobiły swoje...








Tak oto zakończyliśmy kolejny intensywny dzień naszej wyprawy i ruszyliśmy z powrotem do domku na Nesøyi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz