Obudził nas huk. Znaczy, najpierw był odgłos, jakby pół doliny waliło nam się na głowę, potem zabeczała owca, a potem rozległ się odgłos otwierania trzech namiotów. I stało się jasne – goni nas burza. Namioty udało nam się pozbierać w 10 minut, ochlapaliśmy się tylko jako tako, ale o śniadaniu nie mogło być już mowy.
Uciekaliśmy więc, a za nami szedł Mordor...
Całe szczęście góry w Norwegii są na tyle wysokie, że burza zatrzymała się w dolince, a my spokojnie, choć już nie przy takiej ładnej pogodzie, ruszyliśmy dalej.
Tak dotarliśmy na Dalsnibę, punkt widokowy, z którego roztacza się piękny widok na okoliczne góry i na położone w dolinie miasto Geiranger i Geirangerfjord, gdzie zawijają pasażerskie statki oceaniczne.
Samo Geiranger wygląda trochę jak polski kurort – mnóstwo turystów, malutkie sklepiki, odprawa promowa i, oczywiście, wszędobylskie trolle. No, może widoki trochę ładniejsze :)
Następny przystanek – Ålesund. Nie mieliśmy niestety zbyt wiele czasu na to miasteczko, ale najważniejsze punkty programu – wzgórze Aksla, starówka i rybka - zostały zaliczone :)
Wejście na Akslę ma (podobno) 418 stopni, do których prowadzi ścieżka przez park miejski.
My weszliśmy tylko na jedną z części wzgórza, Fjellstuę, skąd roztacza się widok na miasto i port w dole. Ålesund rozdzielone jest pomiędzy pomniejsze wysepki, dlatego widok z Aksli jest naprawdę malowniczy.
Samo Ålesund jest naprawdę ładnym miasteczkiem. Nie wiem tylko, czy sprawiła to późna pora, czy też atmosfera zawsze jest tam taka, ale wydało mi się trochę mało... turystycznie nastawione O godzinie 19:00 zamyka się większość knajp i restauracji na starówce. Właściwie jedyny lokal w centrum, gdzie można było coś zjeść nie nadwyrężając za bardzo portfela, to budka ze słynnymi, norweskimi Fish & chips, według reklamy „Probably the Best In the World”. W samym centrum znajduje się marina, jednak zacumowane tam łodzie wyglądają głównie na prywatne i oblegane były przez popijających wino lub piwo Norwegów.
Po zwiedzeniu głównej części Ålesund zostało nam jeszcze Oceanarium. Niestety, jest ono czynne tylko do godziny 18:00, postanowiliśmy więc przełożyć wizytę tam na następny ranek.
To był nasz pierwszy camping nad słoną wodą. Nie mogliśmy się co prawda porządnie umyć, jednak w naszej świadomości mieliśmy już widmo domku na wyspie Nesoya, w którym mieliśmy mieszkać przez najbliższy tydzień.
Zgadzam się z Tobą, Alesund jest urokliwe. Szkoda, że nie mieliśmy czasu, żeby popatrzeć na miasto z zachodnich wzgórz, zwłaszcza o tej porze dnia.
OdpowiedzUsuń