24 lipca 2014

Norwegia - Lodowiec Jostedalsbreen

Jeśli nie wiecie, jak dostać się na lodowiec Jostedalsbreen... to nie pytajcie nas :D Niestety Norwegowie nie mają w zwyczaju starannie opisywać swoich turystycznych dóbr naturalnych, wobec czego na lodowcu wylądowaliśmy, owszem... ale nie po tej stronie, po której chcieliśmy :P


Postawieni przed zamkniętą bramą i wyborem - jechać czy nie, w końcu, zachęceni przez tubylców, postanowiliśmy zaryzykować. I tutaj pojawia się coś, co w Polsce niestety nie miałoby prawa bytu - budka na opłaty!



Tak, tak, nie było tam żadnego strażnika, babci siedzącej na stołeczku itp., po prostu cennik, pudełko z kopertami i druczkami do wypełnienia oraz skrzynka, gdzie można było te koperty wrzucić. Na druczkach wpisywało się imię, nazwisko, kraj i numer rejestracyjny samochodu, po czym odrywało się je od koperty i wkładało za szybę. Nie muszę chyba mówić, że mieliśmy z tej "biurokracji" spory ubaw...



Nie powodując już korków na drodze przejechaliśmy przez bramę i ruszyliśmy na spotkanie lodowca.



UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ RELACJI ZAWIERA ZAPIERAJĄCE DECH W PIERSIACH WIDOKI. OSOBY Z ASTMĄ LUB INNYMI PROBLEMAMI Z ODDYCHANIEM PROSZONE SĄ O WCZEŚNIEJSZĄ KONSULTACJĘ LEKARSKĄ.



Z samej trasy nie ma za dużo co opowiadać. Jest bardzo zróżnicowana - raz trzeba się wspinać ostro pod górę, zaraz potem idzie się parę ładnych kilometrów po totalnej równinie.





Od czasu do czasu trafialiśmy na survivalowe przeszkody:





 Dotarcie do lodowca zajęło nam sporo czasu, częściowo przez dosyć częste postoje (30 stopni w cieniu, a zimna woda prosto spod lodowca kusiła...), częściowo za sprawą tajemniczego zaginięcia części naszej wycieczki (taaak, tato, o Tobie mowa ;D), jednak było warto, choćby dla takich widoków:










1 komentarz:

  1. He, he... Musiałem sprawdzić, czy jestem Wam potrzebny!
    A tak na prawdę, to ta trasa była kiepsko oznakowana. Nawet Norwegowie często mylili ścieżki.
    To był jeden z nielicznych wyjątków, kiedy korzystaliśmy z drogi i szlaku prywatnego. Jak napisałaś, z drugiej strony Jostedalsbreen był oficjalny szlak turystyczny, łatwiejszy (tak piszą), ale na pewno lepiej oznakowany. No cóż, następnym razem...
    Chociaż chyba wolałbym Svartisen, w kierunku Lofotów... :)

    OdpowiedzUsuń